Pierwszy może mieć nawet 30 centymetrów długości we wzwodzie. Jest fioletowy, brązowy lub w różowe paski. Zrobiony z marcepanu i czekolady, nazywa się "Max i King". Drugi – mleczny, z karmelem w środku, oblany czekoladą – to "Kinder Maxi King", specjał włoskiej firmy Ferrero. Obydwa mają ważne zadanie - dać rozkosz naszemu podniebieniu. Jest jednak pewien problem: pierwszy wygląda jak penis i nie jest wskazany dla dzieci.
Można się jednak pomylić. Okazało się bowiem, że wielbiciele słodyczy w poszukiwaniu "Kinder Maxi Kinga" wchodzą na internetową stronę Maxiking.pl. A tam czeka ich niespodzianka – czekoladowe rarytasy tylko dla dorosłych. Firma Ferrero zażądała zamknięcia domeny Maxiking.pl, która powstała przed dwoma laty. Jej przedstawiciele bronią się jednak, że wina leży po stronie Włochów, którzy nie zastrzegli znaku towarowego Maxiking.pl. Logo tego ostatniego nie kojarzy się zresztą z batonikiem. Na obrazku widzimy czarnego penisa w koronie, który z dumą prowadzi na smyczy swojego psa (ten jest zapewne psem na kobiety, a nie na łasuchów).
Inaczej ma się rzecz z reklamą "Kindera", która dosłownie ocieka seksem. Oglądamy tu czarnoskórych raperów nad ba
Jeżeli już jesteśmy przy agresji, przywołam temat zdecydowanie mniej kaloryczny. Anna Fotyga, w imię jakże zmiennej polityki miłości między PO a PiS-em, może zostać ambasadorem przy ONZ-cie w Nowym Jorku. Była minister spraw zagranicznych wyznała wczoraj przy okazji, że jest głęboko poraniona. Ona - kobieta z takim życiorysem była – jak mówiła Fotyga – nazywana "kuchtą", "tłumokiem", "idiotką". – To się próbuje teraz robić z Jarosławem Kaczyńskim i z prezydentem – dodała z charakterystyczną powagą.
Co ciekawe, już druga kobieta w ostatnim czasie własną piersią broni prezydenta. Przed dwoma dniami Elżbieta Jakubiak z PiS-u pogroziła paluszkiem mediom, a w szczególności operatorom, którzy podobno złośliwie kadrują Lecha Kaczyńskiego. Przez co ten jest w telewizji "mały, gruby i krzywo siedzi”. – Ma okrągłą głowę, ale gruby nie jest – podkreślała Jakubiak. Ale kiedy padło pytanie, ile głowa państwa ma wzrostu, odpowiedziała: - To tajemnica państwowa.
"Złe języki" od razu doniosły, że 168 centymetrów. I jak tu wierzyć, że rozmiar nie ma znaczenia?

Żyjemy w czasach Photoshopa. Kolorowe magazyny zaludniają gwiazdy wypolerowane, wyczyszczone, poprawione, podciągnięte, odchudzone. Czasem nie do poznania. Szczególnie, jeśli fotoedytora (albo samą "znaną twarz") poniesie ułańska fantazja. Doszło już nawet do tego, że gwiazda bez gazetowego liftingu uchodzi za sensację.
Osobiście nie mam nic przeciwko nagości, szczególnie w męskim wydaniu. W niedzielę miałam okazję zobaczyć w Teatrze Polskim we Wrocławiu Galę Przeglądu Piosenki Aktorskiej. W jednej z piosenek, zainspirowanej słynnym "Pachnidłem", w roli mordercy dziewic pojawił się młody, zdolny aktor – Bartosz Porczyk. W pewnym momencie zrzucił z siebie futro i stanął przed nami w pełnej krasie. Publika wyraźnie się ożywiła. Przeszło trzygodzinny występ, inspirowany największymi dziełami światowej literatury, tak podsumowały dwie dystyngowane panie w średnim wieku:
Przyznam się szczerze, że kiedy telewizja pokazywała relacje z ostatnich dni życia Jade, od razu zmieniałam kanał. Takie kupczenie własnym życiem wydawało mi się bardzo smutne. Łysa dziewczyna z wenflonem w ręce całowała się przed kamerami ze swoim chłopakiem, z którym przed śmiercią zdążyła jeszcze wziąć ślub. Oczywiście na oczach milionów. Za zgodę na ekskluzywny materiał z ceremonii dostała od jednej z gazet 700 tys. funtów – jak podały media. Ona sama podkreślała, że robi to wszystko dla swoich dwóch małych synków. Że pieniądze zostaną przekazana na ich edukację.
Pamiętam zamieszanie, jakie w 2007 roku wywołał w Polsce film znakomitego dokumentalisty Marcina Koszałki "Istnienie" o aktorze Jerzym Nowaku, mistrzu drugiego planu, znanym m.in. z "Ziemi obiecanej". Wcześniej media obiegła plotka, że bohater jest śmiertelnie chory, a kamera Koszałki będzie towarzyszyła mu aż do momentu śmierci, a nawet później, podczas eksperymentów z jego ciałem na Uniwersytecie Jagiellońskim. Aktor miał bowiem zapisać swoje zwłoki w testamencie do celów naukowych.
Ja od kilku dni szukam wiosny, a działacze PiS-u "szczura". Gagatek nieźle sobie nagrabił. Otóż wyznał anonimowo na łamach "Dziennika", że do słynnych już spotów reklamowych partii "trudno było znaleźć panie, które wyglądają i mają coś do powiedzenia". Podobno oburzony Jarosław Kaczyński osobiście polecił odszukać "szczura", który coś takiego chlapnął. Polowanie trwa. "Szczur", czy też raczej "myszka" uciekła do dziury. I nabrała wody w usta.
W każdym razie jest już idolem. Przynajmniej w piaskownicy. W rankingu maluchów nie pojawiło się natomiast nazwisko Michała Żebrowskiego. Aktor nie ma ostatnio dobrej prasy. Przy okazji Dnia Kobiet został nawet nazwany "dupkiem”. I to nie przez byle kogo, ale przez cenioną dziennikarkę Dorotę Wellman. Jak to Skrzetuski dupkiem? Pan Tadeusz dupkiem? – zdziwiłam się.
Holoubek lubił flirtować z kobietami, a te zazwyczaj go uwielbiały. Choć nie zawsze. Przed laty grał w jakimś filmie Żyda, którego pewien fotograf z Zakopanego ukrywał podczas wojny w futrze białego niedźwiedzia, pozującego do zdjęć z turystami. Na planie kręciło się mnóstwo ślicznotek. Podrywała je cała ekipa: dźwiękowcy, operatorzy, oświetleniowcy. Żadna z dziewczyn nie zwracała jednak uwagi na niedźwiedzia. W końcu aktor nie wytrzymał, zerwał z siebie futrzany łeb i zawołał: - Jestem Gustaw Holoubek!